Szczecińscy podróżnicy zwiedzili kontynenty i wrócili
Zakończona 19 grudnia 2012 r. podróż przez 6 kontynentów.
Podróż Marzeń
Moim marzeniem od zawsze było krążenie Ziemi, dotarcie do wszystkich 8 kontynentów w tym Antarkydy i Arktyki.
Różnymi lokalnymi środkami transportu lądowego, dotrzeć do wszystkich turystycznych nieturystycznych atrakcji oraz ciekawych miejsc, "cudów świata" Ciekawił mnie temat polskiej emigracji, dlatego w trakcie podróży chciałem odwiedzać w poszczególnych krajach i skupiskach organizacje polonijne. Taką podróż sobie wymarzyłem i taką zorganizowałem:
"Przez 8 kontynentów, śladami Polonii na świecie"
Wystartowałem w tą podróż ze Szczecina 7 września 2011 roku
Podróż w pełni się udała, chociaż wielu powątpiewało w jej szczęśliwe zakończenie, dlaczego ?
Prawdopodobnie:
1.wiek uczestników, 2 osoby Ryszard Tunkiewicz (Szczecin) i Jacek Michalski (Warszawa) = razem 128 lat!
2.Współtowarzysza podróży poznałem przez internet i do startu widzieliśmy się tylko 2 razy?,
jedyny spośród 100 osób zdecydował się na taką podróż.
Mimo bardzo mojej słabej znajomości j. angielskiego, a hiszpańskiego - wcale po 469 dniach nieustającej podróży przez 6 kontynentów - .warunki pogodowe (zima) nie pozwoliły nam niestety na odwiedzenie Antarktydy i Arktyki.
Po przejechaniu 93000 km różnymi środkami komunikacji lądowej, przepłynięciu jachtem 1200 mil (2122km), z Timoru do Australii i z Wenezueli do Panamy -promami 300km, zaliczając rejs po Amazonce z Letycji do Manaus 1500km, przeleciawszy środkami transportu podniebnego 21215 km, 19 grudnia 2012 roku stopy nasze ponownie poczuły polską ziemię, schodząc z promu "Polonia" w Świnoujściu i po 2 godzinach jazdy pociągiem do Szczecina na dworcu głównym o godz 10.00 zamknęliśmy pętlę "okołoziemskiej" podróży przez 6 kontynentów" przejechawszy
118037km, czyli prawie trzy razy dookoła równika?
Jestem pierwszym Szczecinianinem, któremu się udało w ten sposób przejechać dookoła świata odwiedzając, w podróży non-stop, 6 kontynentów.
Nie korzystaliśmy z gps-a, laptopa, ani książkowych wydań przewodników, korzystając tylko z komputerów w hostelach, w których nocowaliśmy po drodze. Spotykaliśmy się z bardzo wielkim zainteresowaniem i gościną , środowisk polonijnych na całym świecie. Odwiedziliśmy 21 ambasad RP, spotykając się z Ambasadorami lub Konsulami, przyjmowani bardzo miło i życzliwie, z wielkim zainteresowaniem co do idei "podróży śladami Polonii".
Zawitaliśmy do 49 państw i 38 ich stolic, odwiedzając po drodze prawie? wszystkie "cuda świata"
przez wszystkie 469 dni nie korzystaliśmy z pomocy lekarskiej, a ja nie przyjąłem żadnej tabletki jakiegokolwiek leku...
To są suche fakty. W trakcie naszej eskapady przeżyliśmy wiele niesamowitych zdarzeń i wrażeń. W ciągu tych kilkunastu miesięcy spaliśmy w różnych przedziwnych miejscach: na dachach, na ławkach, na dworcach i pod nimi, na piasku pustyni Wadi-Rum, na plażach, we wrakach kutrów rybackich, na parkingach w samochodach, w dżungli brazylijskiej nad rzeka Rio Negro, chatach na palach nad Amazonką, czy na ławkach promów, bo trzeba było mieć swoje hamaki, w bardzo niebezpiecznych dzielnicach miast np. Kolumbii, czy Wenezueli, gdzie na każdym narożniku ulic i w każdym sklepie stoi ochrona z długą bronią, gotowa w każdej chwili do jej użycia. A hotele nie miały nic z tej nazwy, często klitki 2x2 metry z kratami w oknach i z metalowymi, jak w celach więziennych, drzwiami, gdzie jak o tym informowaliśmy Polaków tam mieszkających nie rokowano nam przeżycia do następnego dnia.
Przeżyliśmy. Przeżyliśmy też w Argentynie kilkusekundowe trzęsienie Ziemi i poczuliśmy też na własnej skórze, co to jest huragan 9 stopni w skali Bauforta, w którego szpony zostaliśmy złapani w trakcie rejsu z Timoru do Australii, kiedy podłoga jachtu staje się sufitem, a jacht wpada co chwila w wielometrową otchłań, tak góra i dół przez kilka dni. Było bardzo groźnie, ale udało się nam przeżyć. Tak, jak udało nam się przeżyć-napaść bandyty z długą maczetą, w trakcie trekingu na wulkan Telica, w Nikaragui, który w pewnym momencie salwował się ucieczką do dżungli, widząc nadjeżdżającego jeźdźca na koniu. Podróżowaliśmy najwyżej położoną koleją na świecie 5200 m w Chinach, jechaliśmy najszybszą koleją na świecie z Pekinu do Szanghaju i zjechaliśmy najbardziej stromą górską kolejką szynową na świecie w Australii. Tych -NAJ było wiecej.
Jest to z oczywistych względów tylko skrótowy opis tego, co przeżyliśmy.
Podróż trudna logistycznie, bo nie wiedzieliśmy gdzie?, na jakim przystanku, w jakim miejscu kończy się trasa środka lokomocji, jakim podróżowaliśmy. Dopiero na miejscu szukaliśmy, mapy, noclegu, jedzenia, często bez mapy trzeba było pokonać wiele kilometrów pieszo, z plecakami do najbliższego miejsca noclegowego, często były to późne godziny wieczorne, w rejonach gdzie zmierzch zapadał już o godzinie 17.00.
Wszędzie potrafiliśmy w miłej atmosferze dogadywać się z miejscowymi, czy to w Afryce, Azji, czy w Amerykach używając języka-ręczno-nożno-pisanego. Uśmiech i częste używanie słów proszę, dziękuję i przepraszam, dzień dobry, dobry wieczór itp. w językach danych krajów pomagały nam w dogadywaniu się ze wszystkimi, od których chcieliśmy uzyskać jakieś informacje
W każdym państwie przez teren, którego podróżowaliśmy, nawiązywaliśmy kontakty z Polonią tam zamieszkałą. Wiele kontaktów nawiązaliśmy już przed wyjazdem. W wielu krajach łańcuszek Polonii się rozrywał np. Indie, Chiny, czy Indochiny. Najliczniejsza Polonia to Australia, Stany Zjednoczone i Argentyna. Niekiedy Polonia to tylko kilka rodzin lub osób. Tak, jak w Egipcie,
gdzie Związek Polskich Kobiet, to kilka Polek z tzw. emigracji sercowej. Udało nam się spotkać z przedstawicielami Polonii, zaczynając od zapominanej często Mołdawii czy Adampolu w Turcji,
najstarszej polskiej osady w Argentynie miejscowości Wanda nazwanej imieniem córki J. Pilsudskiego. W zasadzie w każdym państwie udało nam się spotkać z Polakami tam mieszkającymi, niekoniecznie zrzeszonymi w organizacjach polonijnych.
Zobaczyliśmy prawie wszystkie ciekawostki świata takie, jak? Kapadocja -Turcja
Pustynia Wadi-Rum, Petra w Jordanii, dotarliśmy w Sudanie do miejsca, gdzie Nil Biały łączy się z Nilem Błękitnym tworząc właściwy nurt Nilu, w Indiach odwiedziliśmy grobowiec Taj Mahal, widzieliśmy M. Everest. Zwiedziliśmy największy zespół pałacowy świata, położony najwyżej , pałac Potala w Tybecie.
W Chinach widzieliśmy jedyną budowlę widzianą z kosmosu Mur Chiński i Zakazane Miasto, a także Szanghaj, Hongkong, Macao. Podziwialiśmy w Wietnamie zatokę Ha-Long, byliśmy w Bangkoku i Singapurze. W Indonezji dotarliśmy do wyspy Bali, gdzie podziwialiśmy największe jaszczury, warany na wyspie Komodo.
W Australii weszliśmy na największy "kamień" świata Urulu, (święte miejsce Aborygenów) zdobyliśmy, a jakże mogło być inaczej, najwyższy szczyt Australii Górę Kościuszki, podziwialiśmy znaną rozpoznawaną na całym świecie operę w Sydney.
W Nowej Zelandii weszliśmy na czynny wulkan Tangarino. W Ameryce Południowej dotarliśmy do Punta Arenas, najdalej wysunięte na południe miasto Chile, dalej tylko przylądek Horn
Dotarliśmy do najpiękniejszego wodospadu świata Iguazu, na pograniczu Brazylii i Argentyny
moczyliśmy nogi na plaży Capacabana w Rio de Janeiro. Dotarliśmy do pięknie zachowanego miasta Inków Machu Picchu i pływaliśmy na trzcinowych łodziach na jeziorze Titicaca. Widzieliśmy rozsławiony przez polskich jego zdobywców najgłębszy kanion na świecie, Colca Spłynęliśmy Amazonką do Manaus. Zobaczyliśmy Kanał Panamski i udało nam się trafić na niesamowite Święto Zmarłych w Meksyku, byliśmy przy piramidach Majów w Chichen -Itza i Teotihacan. Przy odwiedzinach kanionu Kolorado porównywaliśmy go do kanionu Colca
Odwiedziliśmy miasto aniołów - Los Angeles, a następnie San Francisco, Las Vegas, Waszyngton i New York, po drodze zahaczając o wodospad Niagara, na pograniczu USA i Kanady.
Zwieńczeniem podróży było przypłynięcie promem, jakby dla nas wyczarterowanym, o nazwie "POLONIA" z Ystad w Szwecji do Świnoujścia. A po przejechaniu ostatnich 100 km w Szczecinie
zamknęliśmy pętlę okołoziemskiej „PODRÓŻY MARZEŃ PRZEZ 6 KONTYNENTÓW"
Gorąco witani przez rodzinę i liczne media zainteresowane niecodzienną PODRÓŻĄ.
Teraz jest czas na odpoczynek i rozmyślanie o przebytej drodze. Najważniejsze, że wróciliśmy cali i zdrowi z tej długiej podróży, w trakcie której mogło wydarzyć się wszystko...
Dziękuję tym, którzy byli cały czas z nami chociaż nie ujawniali się wpisem do "Księgi Gości",
nasza podróż cieszyła się wielkim zainteresowaniem. Zaglądajcie na nią! Niedługo ukarzą się wszystkie zdjęcia z naszej podróży.
"ŻYCZĘ WAM ŻEBY WASZE MARZENIA TAK SIĘ SPEŁNIAŁY JAK SPEŁNIŁY SIĘ
NASZE"
Pozdrawiam serdecznie
Szczeciński Podróżnik
Ryszard Tunkiewicz
Epilog
Nie będzie Prologu, bo musiałbym się powtarzać, zapraszam więc Państwa bardzo serdecznie do zapoznania się z Epilogiem.
Przedstawiam tu tylko niektóre moje osobiste spostrzeżenia i wrażenia z blisko 16-to miesięcznej podróży drogą lądową Dookoła Świata Śladami Polonii.
Co do sposobu - drogą lądową i celu podróży, to uważam, że jest to ciekawy sposób poznania świata i ludzi, ale trzeba przyznać, że jest męczący i wymagający dużej odporności psychicznej i bardzo dobrej sprawności zdrowotnej.
Tego typu podróż jest o wiele bardziej skomplikowana niż samolotem i tu chyba zbędne są uzasadnienia? W moim przypadku, gdy 65 lat skończyłem w Omanie, a 66 lat w Mexico City - nie miałem żadnego kompleksu niższości wobec bardzo, bardzo dużo młodszych uczestników różnych eskapad np. zdobycie najwyższego szczytu w Australii, góry Kościuszko 2228m.n.p.m, wejście na Machu Picchu, zejście i treking do najgłębszego na świecie Kanionu Colca, trekingi na wulkany w Ameryce Centralnej, nurkowanie na gł.do 10m w Egipcie itp.
W tego typu eskapadach, gdzie uczestniczyło z reguły po kilkanaście młodych osób, nigdy nie byłem ostatni, a proszę mi wierzyć, że czasami chciałem być ostatni, ale zawsze w tym wyprzedzali mnie inni, dużo młodsi.
W moim przypadku sprawdziłem swój organizm i charakter w warunkach znacznie odbiegających od normalności, szczególnie dla mojego wieku. Wiek emeryta w Polsce kojarzy się z reguły z „chorowitym dziadkiem”, w bamboszach popijającym zioła i czekającym na wizytę u lekarza w miejscowej przychodni.
Czego ta podróż mnie nauczyła? Na pewno umiejętności obcowania przez kilkanaście miesięcy z całkowicie obcym człowiekiem, o znacząco różniącym się charakterze od mojego, oraz wzbogaciła moją wiedzę o zwiedzonych krajach i o ludziach tam mieszkających. Z punktu medycznego stosownie do mojego wieku podróż udowodniła, że „Its never too late” Nigdy nie jest za późno" lub jak kto woli „Better later than never" „Lepiej późno, niż wcale", że każdy wiek jest właściwy na zwiedzanie świata. Zaraz zapewne odezwą się głosy, że trzeba mieć pieniądze na takie podróże, ale często nikt nie zastanawia się nad celowością wydatków ponoszonych w kraju. W czasie podróży spotykałem emerytów z naszego obszaru, którzy podróżowali po Azji i Ameryce Płd. przez 2-3 miesiące, bo to było dla nich tańsze, niż życie w ojczystym kraju. W ciągu tych kilkunastu miesięcy spałem w różnych miejscach i dzielnicach miast świata, podobno nawet bardzo niebezpiecznych; począwszy od luksusowego hotelu w Kairze przez międzynarodowe i podrzędne hostele, oraz niektóre hospedaje, będące faktycznie domami publicznymi, na posadzce, w piasku na pustyni Vadi Rum, w dżungli nad Rio Negro, w chacie na palach, na ławce, na statku do Manaus itp.
Przeżyłem zdarzenia o których nawet wcześniej nie śniło mi się, takie jak: trzęsienie ziemi w Argentynie, jazda najwyżej położoną koleją oraz najszybszym pociągiem na świecie, kilkudniowa wysokogórska podróż po Tybecie itp. Poznałem również na własnej skórze, co to jest 9 na 10 w skali Buforta, płynąc jachtem przez dwa tygodnie do Australii. Przykładów możnaby mnożyć, ale nie o to chodzi. Dlaczego piszę ten Epilog ? - można zadać pytanie. Podróż już się skończyła, wróciłem cały i zdrowy do kraju wzbogacony o wiedzę podróżniczą zdobytą na sześciu kontynentach i wszystko jest OK.
Otóż mam nadzieję, że czytają notatki z podróży ludzie młodzi i w tzw. wieku dojrzałym, jak ja to nazywam. Zwracam się do wszystkich, ale szczególnie do tych dojrzałych, aby nie tracili wiary w siebie i nie ubolewali nad swoim ciężkim losem, trzeba przyznać, że emeryt w Polsce nie ma łatwo i rozpoczęli Nowy Rok 2013 z optymistycznym podróżniczym akcentem.
Mam propozycję - a może skrzykniemy się i założymy Podróżniczy Klub Seniora?
Na zakończenie - miasto w którym się zakochałem od pierwszego wejrzenia to Bombaj, w Indiach, a kraj który wzbudził mój podziw pod względem rozwoju gospodarczego to Chiny.
Z backpackerskim pozdrowieniem ,,Nigdy nie jest za późno"
,,Marzenia się spełniają" w 2013r.
Jacek Michalski
Szczeciński globtroter Ryszard Tunkiewicz i towarzyszący mu Jacek Michalski z Warszawy po wędrówce dookoła globu wrócili do Szczecina. Odwiedzili sześć kontynentów.
Podróżnicy myślą już o kolejnej wyprawie...
Autor: Sebastian Wołosz
Małgorzata Miszczuk
malgorzata.miszczuk@mediaregionalne.pl
- Nie wszystko nam się udało. Z powodów atmosferycznych ominęliśmy Grenlandię i Antarktydę - mówi podróżnik Ryszard Tunkiewicz. - Ale cieszę się, że jesteśmy już w Szczecinie, cali i zdrowi - dodaje. Po 469-dniowej wyprawie, podróżników na szczecińskim dworcu z transparentami witała rodzina i przyjaciele.
Jak przyznają globtroterzy, najmilej zaskoczyła ich Polonia w Australii.
- Polacy w Australii to był bez wątpienia taki czarny koń wszystkich kontynentów i całej wyprawy - mówi z uśmiechem Jacek Michalski. - Zauważyliśmy jednak, że generalnie w dobie Internetu więzi z Polonią słabną.
Podróżnicy nie określili jeszcze celu kolejnej wyprawy, nie wykluczają jednak, że w niedługim czasie po raz kolejny spakują plecaki.
- Podróże całkowicie mnie pochłaniają, nie tęskniłem za niczym. Chcę niedługo znowu gdzieś się wybrać - mówi Ryszard Tunkiewicz. - Kolejną wyprawę jednak zaplanuję zupełnie w inny sposób, bo podróż drogą lądową przez wszystkie kontynenty jest jednak bardzo męcząca - dodaje.
Ryszard Tunkiewicz i Jacek Michalski 7 września ub.r. wyruszyli z Dworca Głównego w Szczecinie w podróż życia na wyprawę "Śladami Polonii". Pokonali kilkadziesiąt tysięcy kilometrów trasami prowadzącymi po wszystkich kontynentach, w większości na swoich nogach.
Trasa prowadziła przez miejsca, gdzie szczecinianie mogli spotkać się z przedstawicielami Polonii. Z Przemyśla do Żytomierza na Ukrainie, stąd do Rumunii na wielkie dożynki Polonii, dalej do Mołdawii i Małej Warszawy, stad do Sofii w Bułgarii, Adampola w Turcji, a następnie do Ismir i Alany'a, a później przez Jordanię, Egipt, Sudan, Erytreę, Jemen, Oman i wiele innych krajów. Tunkiewicz, to znany w Polsce globtroter, który ma na swoim koncie m.in. wyprawę Śladami Czingis-Chana, zdobycie biblijnej góry Arrat, szczytów Mont Blanc i Kilimandżaro, przejście brzegiem Bałtyku od Świnoujścia do Piasków na Mierzei Wiślanej, a także 1225 km wędrówkę do korzeni (której Głos patronował) ze Szczecina do Wilna, aby uczcić rocznicę urodzin swojego ojca Franciszka.

Ryszard Tunkiewicz i Jacek Michalski w środę dotarli do Sydney. Fot. K. Bajkowski
Marzenia się spełniają, czyli podróż przez wszystkie kontynent
Marzenia się spelniają - to mogą na pewno powiedzieć Ryszard Tunkiewicz i Jacek Michalski, globtroterzy, którzy 7 września ub. r. wyruszyli w wyprawę dookoła świata śladami Polonii. Zamierzają odwiedzić wszystkie kontynenty z Antarktydą włącznie. Na kontynencie wiecznych lodów z pewnością Polonii nie zastaną, ale może jakiegoś polskiego polarnika pracującego własnie tam mogą napotkać. Ryszard i Jacek mający razem 128 lat dotarli do Australii po drodze odwiedzajac 28 krajów w Europie, Afryce i Azji. Obecnie są już w Sydney gdzie podejmowani są przez członków Stowarzyszenia Bumerang Polski. Z przedstawicielami Polonii spotkali się już w Adelajdzie, Melbourne i Canberze. Największym ich marzeniem jest zobaczyć na żywo ikony przyrody i ikony cywilizacji. Przedwczoraj zdobyli Górę Kościuszki a wczoraj stanęli przy Sydney Opera House – architektonicznej ikonie Australii.
Co najbardziej zaskoczyło ich podczas podrózy, jakie miejsca wywarły niezapomniane wrażenie o tym Ryszard i Jacek opowiadają w naszym nagraniu video:
Wkrótce wyruszają w kierunku Brisbane. Jeśli ktoś z naszej Polonii chciałby jeszcze spotkać się z podróżnikami i udzielić im gosciny na parę dni w Sydney, prosimy o kontakt z redakcją Bumeranga Polskiego: bumerang@onet.pl

Wyprawa dookoła świata w około dwa lata. I do domu...
Autor: Lech Galicki (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)
2011-09-05 12:57:39

Ryszard Tunkiewicz (pierwszy z lewej) z
mieszkańcami Domu Kombatanta i Pioniera
Ziemi Szczecińskiej / fot. Autor
Niedawno honorowym uczestnikiem cyklicznego spotkania "Gość w Domu" w Domu Pomocy Społecznej "Dom Kombatanta i Pioniera Ziemi Szczecińskiej" przy ulicy Romera 21-29 w Szczecinie był pan Ryszard Tunkiewicz, znany szczeciński podróżnik, który na wielu długich traktach zdarł w butach podeszwy.
Ten niezwykły globtroter zwany człowiekiem o stalowych nogach jest także długodystansowcem i przeszedł wzdłuż polskiego wybrzeża 720 kilometrów - od granicy z Niemcami - do granicy z Rosją. W słynnym już "Marszu do korzeni" pokonał 1225 kilometrów od Szczecina do Wilna. Pan Ryszard jest także alpinistą, zdobywcą szczytów Kilimandżaro, Ararat i Mount Blanc. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku objechał dookoła Polskę (5000 kilometrów) złożonym przez siebie samochodzie marki trabant. Potem był jeszcze na wyspach greckich, w Betlejem, nad rzeką Jordan, w Turcji, w Egipcie, na górze Synaj? I jeszcze: w Szwecji, w Norwegii, w Finlandii, w Estonii, na Litwie, na Kubie, w Islandii?
Ech, łatwiej powiedzieć gdzie nie był gość seniorów i w dużej liczbie niepełnosprawnych mieszkańców DPS-u, którzy w swoim życiu, idąc "polskimi drogami" w czasach drugiej wojny światowej, okupacyjnego terroru i później z rozmaitych przyczyn nie mogli omijać "gór, lasów i dołów". A widzieli takie zdarzenia okrutne i sami ulegali przemocy i wypadkom życiowym, rozmaitym, że wydawało się im, że to koniec świata. I podczas tego szczególnego spotkania w kawiarence Domu Pomocy Społecznej wytworzyła się niezwykła serdeczność i sympatia wspaniała pomiędzy Ryszardem Tunkiewiczem, człowiekiem o stalowych nogach, podróżnikiem dookołaświatowym a osobami doświadczonymi przez życie, przypadki rozmaite, osobami w wieku nadzwyczaj dojrzałym, i jeszcze na dodatek poruszającymi się wolno, niepewnie, czy też na wózkach przemierzającymi korytarze swojego, domowego świata. Czasami przez świat zapomniani.
Mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Romera w Szczecinie z widzącym jak się rzeczy mają dyrektorem Domu na czele, panem Ryszardem Budziszem, który swoich podopiecznych zna jak nikt i empatię ma nie z nominacji, uznali Ryszarda Tunkiewicza, szczecińskiego obieżyświata za przyjaciela DPS "Domu Kombatanta i Pioniera Ziemi Szczecińskiej". A znaczy to: przyjaciel wszystkich mieszkańców. I oni przyjaciółmi jego. Choć to młodziak. Bo cóż to sześćdziesiąt i jeden lat mieć znaczy. Liczy się, że jest szczery, uprzejmy i niezmiernie życzliwy, ba - dobrze mu z oczu patrzy i o swoich podróżach arcyciekawych opowiada im jak nikt. I obiecał, że będzie w trakcie swojej wyprawy dookoła świata wysyłał pocztówki do swoich nowych przyjaciół. I jeżeli na swej drodze spotka DPS we Francji, Turcji czy Australii to postara się odległych od siebie geograficznie seniorów przybliżyć do siebie choćby przez zainicjowanie kontaktów za pomocą światowych środków łączności. A wtedy jedni i drudzy odrzucą niepotrzebne poczucie samotności. Wiele dobrego może z takiego marszu po globie ziemskim wyniknąć. Bo gdy ludzie ze sobą rozmawiają, to wojny nie wybuchają.
Za kilka dni, 7 września tego roku podróżnik survivalowy, Ryszard Tunkiewicz, a będzie to środa, dwie minuty po godzinie dziesiątej rano( zgodnie z rozkładem kolejowym!) wyrusza pociągiem ze szczecińskiego Dworca Głównego w pierwszy etap wyprawy dookoła świata. to jeszcze spacerek do Rzeszowa. Potem już Żytomierz na Ukrainie, Rumunia i dalej, dalej, dalej...Dookoła świata. "Śladami Polonii na świecie". Przyjmując na drogę dewizę" Marzenia się spełniają". Przez osiem kontynentów. Wędrować będzie z Jackiem Michalskim z Warszawy. Szukał kompana bardzo długo. Minimum bagażu. Maksimum rozsądnej odwagi. I żadnego GPS-u. Planuje, że ta wyprawa potrwa rok, a może dodatkowo sześć miesięcy i jeszcze trochę więcej. Nawet dwa lata? Może nie tak długo. Kto wie? Czas podróży wyznaczają: pogoda, przygody, klimat, jakość dróg, szczęście? Globtroter z kompanem będą wędrować (wybacz Czytelniku autorowi ewentualną pomyłkę, bo to lista, od której sam pisarz "od podróży dookoła świata", Juliusz Verne dostałby zawrotu głowy) przez m. in. Ukrainę, Rumunię, Bułgarię, Turcję, Jordanię, Egipt, Sudan, Jemen, Oman, Iran, Pakistan, Indie, Nepal, Tybet, Chiny, Wietnam, Laos, Tajlandię, Malezję, Indonezję, Papuę Nową Gwineę, Australię, Nową Zelandię, Wyspy Polinezji, Chile, Argentynę (Ziemię Ognistą) oraz Antarktydę, Paragwaj, Brazylię, Kolumbię, Panamę, Costa Rica, Nikaraguę, Honduras i Gwatemala - drogą morską, Meksyk, USA, Kanadę, Grenlandię, Islandię, Danię, Niemcy.. i do Polski! Kraju rodzinnego! Domu. Ach, taki kawał świata, siedemdziesiąt tysięcy kilometrów pieszo, środkami lokalnej komunikacji, na grzbietach zwierząt miejscowych, łodziami i znowu pieszo. Polskimi śladami dróg świata.
Tak, więc siódmego września bieżącego roku, środa to będzie, dużo wcześniej niż o godzinie dziesiątej minut dwie rano, gdy pociąg z Ryszardem Tunkiewiczem, człowiekiem o złotym sercu i stalowych nogach wyruszy, na Dworcu Głównym w Szczecinie pojawi się delegacja mieszkańców DPS-u z ulicy Romera. I wszystko zrobi, aby pan Ryszard-globtroter przeczytał przywieziony przez swoich starszych przyjaciół specjalnie w pracowni terapii zajęciowej wykonany transparent z napisem: Ryszardzie Tunkiewiczu. Wyprawa dookoła świata w około dwa lata. I do Domu. Szczęśliwie. Przyjacielu.







,,It?s never too late?
Panowie Jacek Michalski i Ryszard Tunkiewicz z Polski we wrześniu 2011 roku wyruszają w podróż dookoła świata, drogą lądową, przez osiem kontynentów.
Jak przewidują, ich wyprawa potrwa co najmniej półtora roku. Przygotowania w pełni. ,,It?s never too late?, czyli ?Nigdy nie jest za późno? ? to hasło tej wprawy, bo jej uczestnicy liczą sobie 60 i 64 lata! Proponują też inne hasło swej podróży: ,,Better later than never?, czyli ?Lepiej późno niż wcale?.I jeszcze jedna bardzo ważna wiadomość dla naszych Czytelników: Na każdym etapie podróży można do panów Jacka i Ryszarda dołączyć i przebyć wspólnie wybrany odcinek trasy.
Wasza podróż odbędzie się ze wschodu na zachód? Co to znaczy?
Jacek Michalski: ? Najpierw kierujemy się na południe, czyli Państwa Europejskie: Ukraina, Mołdawia,Rumunia,Turcja; później ruszamy w stronę Afryki: Syria, Jordania, Egipt, Sudan, Erytrea, Yemen ,Oman. Następnie: Indie, Nepal ,Chiny. Później cały półwysep Indochiński aż do Timoru; a z niego do Australii. I dalej: Nowa Zelandia ,wyspy Samoa, Tonga, Fidżi i przelot do Ameryki Południowej. Antarktyda i wszystkie kraje Ameryki Południowej; następnie przez państwa Ameryki Środkowej do USA, Kanady i dotarcie na Grenlandię. Następnie Islandia, Norwegia, Szwecja i... Polska.
Apelujemy do Polonii o pomoc w wyprawie. Wszystkie formy pomocy są dopuszczalne. Głównym łącznikiem z nami w czasie podróży będzie nasz Patron Honorowy dziennik podróżniczy ?Dookoła Świata?. Szukamy kontaktów z Polakami mieszkającymi za granicą. Mogą się zgłaszać wszystkie ośrodki zrzeszające Polaków żyjących poza granicami kraju, jak i osoby indywidualne, które zechciałyby uczestniczyć aktywnie w wyprawie. Będziemy bardzo zobowiązani za każdy kontakt i informację. Listy prosimy przekazywać na adres: redakcja@dookolaswiata24.pl lub
redakcja.dookolaswiata@gmail.com
Jakie są wasze dotychczasowe doświadczenia w podróżowaniu?
Jacek Michalski: ? Wszystkie nasze dokonania opublikowaliśmy na stronie internetowej www.podroz-marzen.pl/
Więc teraz w telegraficznym skrócie...
Ryszard Tunkiewicz: ? Jestem długodystansowcem, który przeszedł pieszo wzdłuż wybrzeża polskiego 720 km począwszy od granicy z Niemcami do granicy z Rosją, a także przemierzył 1225 km od Szczecina do Wilna w słynnym ?Marszu do korzeni?, który śledziła cała Polska. Podróżnikiem i alpinistą ? zdobywcą szczytów: Kilimandżaro, Ararat i Mont Blanc. Z małżonką objechaliśmy Wyspy Greckie: Kretę, Rodos, Santorini. Byliśmy też na Majorce i Capri. Odwiedziliśmy miejsce urodzenia Chrystusa ? Betlejem. W Egipcie wspinaliśmy się na Górę Synaj do biblijnego Drzewa Gorejącego. W Asyżu, we Włoszech, przeżyłem trzęsienie ziemi. W 2001 roku wraz z żoną odbyliśmy podróż samochodem Peugeot Partner na najdalej wysunięty punkt Europy ? Nordcup. Trasa licząca 9000 km wiodła przez Szwecję, Norwegię, Finlandię, Estonię, Łotwę, Litwę. Byliśmy też na Kubie. I kolejna podróż ? marsz wzdłuż morza Bałtyku od granicy z Niemcami, ze Świnoujścia ? do granicy z Rosją ? miejscowość Piaski. Następnego roku wyprawiliśmy się na Islandię samochodem terenowym Mercedes ? Benz 300G 4x4. W 2007 roku zdobyłem Dach Europy, czyli Mont Blanc leżący w Alpach Graickich. W 2008 roku ruszyłem śladami biblijnej Arki Noego na Wyżynie Armeńskiej. Zdobycie Szczytu Wielkiego (5137 m npm) to mój kolejny sukces alpinistyczny. A potem była kolejna wspinaczka, tym razem na Kilimandżaro, najwyższy szczyt w Afryce (5895 m npm), w Tanzanii. Kilimandżaro ? to drugi szczyt Korony Ziemi. Dwa lata temu podążałem śladami Czyngis-chana w Kazachstanie. Potem znów była Polska, Albania...
Jacek Michalski: ? Ja jeszcze dodam, że Ryszard i 1063 Morsów otrzymało certyfikat ? wpis do Księgi Rekordów Guinnessa za jednoczesne zanurzenie w Bałtyku w sezonie zimowym w 2010 r. Ja młodości przejechałem autostopem z Warszawy do Sopotu i dalej wzdłuż wybrzeża aż do Szczecina i z powrotem do Warszawy. Pierwszą podróż samochodem ? 10-letnią Skodą 105L ? odbyłem wspólnie z żoną do Szwecji gdzie przejechaliśmy w sumie ponad 4 tys. km i bez żadnej awarii. Samochodem odwiedziłem Czechy, Słowację, Węgry, Austrię, Rumunię, Belgię, Holandię, Chorwację, Słowenię, Niemcy, Francję, Hiszpanię, Andorę, Gibraltar, Maroko, Litwę, Łotwę, Estonię, Szwecję, Danię, Norwegię.
To naprawdę imponujące dokonania! Dlaczego to robicie? Co was gna?
Jacek Michalski: ? Co nas gna? Ciekawość świata i ludzi! Podróże, często piesze, przy wykorzystaniu lokalnych środków transportu ? to najlepszy pomysł na poznanie ludzi, plemion, starych cywilizacji, kultur, tradycji, religii, życia codziennego. To przebywanie z ludźmi, rozmawianie z nimi...
W jaki sposób przygotowujecie się panowie do obecnej podróży?
Ryszard Tunkiewicz: ? Dbam przede wszystkim o moją sprawność fizyczną. Jednego dnia maszeruję dziesięć kilometrów, a drugiego dnia biegam na dystansie dwóch i pół kilometra.
Jacek Michalski: ? A ja ćwiczę przede wszystkim mój umysł. Uczę się języków angielskiego, hiszpańskiego i niemieckiego. Nie zapominam też o ćwiczeniach fizycznych, więc wykonuję codziennie po dwieście, trzysta pompek.
W jakich okolicznościach wpadli panowie na pomysł wyprawy na wszystkie osiem kontynentów świata?
Ryszard Tunkiewicz: ? Taka podróż dookoła świata siedzi mi od dawna w głowie. Dlaczego wszystkie kontynenty? Bo nikt jeszcze z polskich podróżników przed nami tego nie uczynił. A po trzecie ? chciałbym być tym, który odwiedzi wszystkie kraje świata i to jest między innymi jeden z etapów tego pomysłu.
Jacek Michalski: ? Pomysł na podróż dookoła świata zrodził się w mojej głowie wiele lat temu, dojrzewał od najmłodszych lat. Wcześniej się nie udało, więc dziś chcę udowodnić, że senior też potrafi za jednym zamachem objechać cały świat
Jak sobie tę podróż wyobrażacie?
Ryszard Tunkiewicz: ? Trudne pytanie. Pomysł jest taki, by przejechać po prostu świat odwiedzając po drodze ośrodki polonijne, jak też dotrzeć do rodzin, które nas do siebie zaproszą.
Jacek Michalski: ? Wyobrażam sobie, że będzie to podróż pełna niespodzianek, zorganizowana najtaniej jak tylko się da, z użyciem najtańszych środków lokomocji, choć bez przesady, bo musi być ona w miarę bezpieczna. Chciałbym przy tej okazji poznać Polonię w różnych zakątkach świata, poznać życie tych ludzi i ich historie. Poznać też najpiękniejsze miejsca na świecie.
Czy byliście kiedykolwiek w Australii?
Ryszard Tunkiewicz: ? Nie bylem i mam nadzieję ten brak nadrobić.
Jacek Michalski: ? Ja też w Australii jeszcze nie byłem.
A czego się po Australii spodziewacie?
Ryszard Tunkiewicz: ? Następne trudne pytanie! Z tego co wiem, Australia to ogromne przestrzenie. Chcę je poczuć przemierzając drogi i bezdroża wypożyczonym lub kupionym samochodem. A poza tym...tylko w Australii są kangury!
Jacek Michalski: ? Sam nie wiem do końca, czego się mogę po Australii spodziewać, ale chyba przyjemnych kontaktów z rodakami tam mieszkającymi, długich rozmów do samego rana przy winie lub piwie ? o życiu, pracy, historii, kulturze tam w Australii i w Polsce. Co się zmieniło u nas w kraju? Chętnie opowiem. Tak mi coś mówi, że Australia to będzie ?czarny koń? naszej wyprawy. Zapowiada się obiecująco,. Zobaczymy.
Czy ?Przegląd Australijski? będzie mógł liczyć na panów korespondencje pisane podczas podróży? Chętnie będziemy je publikować i ?śledzić? w ten sposób trasę podróży, wasze dokonania, kłopoty, radości...
Ryszard Tunkiewicz: ? Wszystko będzie zależało od możliwości przekazywania tych wiadomości. My jesteśmy otwarci na każdą współpracę, jeżeli pozwolą nam na to nasze środki finansowe i sprzęt do tego potrzebny. Nie jest to niekiedy takie proste jak nam się wydaje
Jacek Michalski: ? Będzie to uzależnione od możliwości internetowych i zdobycia bardzo małego i lekkiego laptopa, którego na tę chwilę nie mam. Może ktoś się zlituje i podaruje lub wypożyczy nam na okres wyprawy taki laptop? Bylibyśmy bardzo wdzięczni. Przypominam, że Patronat Honorowy nad naszą wyprawą sprawuje magazyn podróżniczy ,,Dookoła Świata?. Również jest strona internetowa dotycząca naszej podróży : www.podroz-marzen.pl
Naszym Czytelnikom chętnie odpowiem na wszystkie pytania dotyczące szczegółów naszej wyprawy.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.
Rozmawiała Lidia Mikołajewska
